niedziela, 29 stycznia 2017

[RECENZJA] Jo Nesbø, Gayle Forman + Powitanie

          Witajcie!
     Piszę tę notkę, patrzę na zegarek i widzę godzinę 21:25, 29 stycznia 2017r. Apeluję na samym początku, że to jest moje milionowe podejście co do blogowania, jednak tym razem żywię ogromną nadzieję że uda mi się sprawnie i przyjemnie poprowadzić tę stronę.
Może się przedstawię na samym początku, opowiem trochę o sobie, a w drugiej części notki przejdę do pierwszej części tytułu tego posta - co za masło maślane. Więc lecąc szablonowo, nazywam się Julia, 10 maja obchodzę swoje 17-ste urodziny i pochodzę z Warmii i Mazur. Nie wiem, co powiedzieć, bo nie lubię mówić o sobie, ale niestety - obserwatorzy (o ile tacy się pojawią) powinni wiedzieć coś o autorce. :) Głównie lubię dobrą muzykę, jestem fascynatką wszelakich horrorów, miłośniczką zupek chińskich, narwanym dzieckiem z dwukolorowymi włosami i zafascynowaniem na świat. W wolnych chwilach lubię pisać i czytać książki oraz prowadzić dzienniki, obserwować wszystko co mnie otacza i czerpać z tego wszystkiego wnioski.

     Dobra, dość o mnie!

     Zwinnie przechodzimy teraz do drugiej części tego posta - a mianowicie do recenzji dwóch książek które ostatnio wpadły w moje dziecięce rączki. Są to skrajnie różne fabuły, jedna z nich jest "lekka", druga natomiast wprowadza nas w bardziej specyficzny i wciągający temat.


"Zostań, jeśli kochasz" - Gayle Forman

 

"Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć?
Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Mus podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie."

Gayle stworzyła książkę którą w przyjemny sposób mi się czytało - jest napisana bardzo lekkim językiem ale jednocześnie dość ciekawa, jednak bardzo łatwo da się przewidzieć zakończenie. Forman poleciała nieco szablonowo, czasami odnosiłam wrażenie że aż za bardzo i może dlatego mam mieszane uczucia co do tej książki. Mia - cicha nastolatka która staje się obiektem westchnień najpopularniejszego chłopaka w szkole, wypadek samochodowy który tylko ona przeżyła, wybudzenie się ze śpiączki - wszystko to jest już bardzo znane w świecie literatury. Wydaje mi się jednak że dla tych mniej wymagających czytelników ta książka będzie stanowiła doskonały element do ich biblioteczki bądź też listy książek do przeczytania.

"Pentagram" - Jo Nesbø

 

"Ulice Oslo przemierza groźny Kurier Śmierci. Na miejscu zbrodni pozostawia charakterystycznie okaleczone zwłoki. Norweska policja mobilizuje wszystkie siły, by pojmać sprawcę i zapobiec kolejnym zabójstwom. W walce z nieuchwytnym mordercą sprzymierzają się dwaj odwieczni wrogowie: komisarz Harry Hole oraz Tom Waaler - niezwykle utalentowany śledczy.
Harry przechodzi trudne chwile. Szarpany nałogiem, dręczony niewyjaśnioną śmiercią Ellen, swej byłej partnerki, czuje, że jego życie osobiste i zawodowe rozpada się. Sprawa Kuriera Śmierci ma być ostatnią w jego tak błyskotliwej karierze..."

Nesbø i jego słynna seria o komisarzu Harrym jak dotąd nie zawodzi. "Pentagram" jest jedną z dziesięciu książek z tej serii i pierwszą jaką przeczytałam od tego norweskiego pisarza. Muszę przyznać, że Jo wykonał dobrą robotę. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam jakąś książkę z tak wielkim przejęciem i zaciekawieniem jakby to wszystko dotyczyło mnie w realnym życiu. Nietuzinkowe podejście do tematu, ciekawa, charakterystyczna fabuła, barwne opisy - to wszystko stwarza nam realny obraz Pentagramu. Pomijając już same kryteria stylistki i języka to książka pod względem fabuły jest niczym miód na moje zepsute serduszko. Ale tu nie chcę za dużo zdradzać - sięgnijcie sami, a się przekonacie. ;) 

   Podsumowując - dwie różne, skrajne książki, które wywołały u mnie wstrząs po przeczytaniu jednej po drugiej. Ja zostawiam Wam tutaj moje wypociny i uciekam pod gorący prysznic.
   Dobranoc! 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz